O różnicach kultur

============================================

Tam witali jak w Ameryce, wszyscy sąsiedzi witali przybyszów
tu mówią "zjeżdżajta mi stąd to moja ziemia"…

Urodziłam się tutaj … właściwie na tych ziemiach, jestem taka jak Wy, jak wszyscy ludzie taka sama, bo przecież jesteśmy tacy sami. Chyba? Bo teraz już nie wiem? Nie wiem czy to tu właśnie Nowowsianie są inni czy to już świat tak się zmienił. Tak zwariował.
W swoim życiu wiele już doświadczyłam. W końcu mam już parę ładnych latek. Mieszkałam w Bielsku Białej do 9 roku życia, potem pojechałam wraz z rodzicami do Jeleniej Góry. Tam skończyłam szkołę, w tym wyższą. Kiedyś wraz z mamą wpadłam na rewelacyjny pomysł. Sprzedałyśmy mieszkanie w centrum zatłoczonego miasta i kupiłyśmy stary, zabytkowy dom w pięknej krainie w Górach Izerskich. To był stary zabytkowy dom z pruskiego muru, kryty gontem i łupkiem, miał piec chlebowy, wędzarnie i kominek. Jednym słowem marzenie. Kupiłyśmy go od miłych i serdecznych starszych ludzi, którzy wiele przeszli, ale nic nie było w stanie zabić w nich tej serdeczności. A mogli mieć żal do świata bo przeżyli wojnę, a tuż po mieszkali z rodziną niemiecką i prowadzili gospodarkę, aż do czasu przesiedlenia. Jednak oni byli pełni serdeczności i miłości. Ostro wzięłyśmy się za remont, ale nie tak aby zniszczyć, ale żeby stworzyć zabytek. Już podczas remontu zaczęli nas odwiedzać sąsiedzi, pomagać przy remoncie i jego organizacji. Udostępniali kontakty z firmami, pożyczali sprzęt. Chwalili dotychczasowe prace. Kiedyś przyjechał właściciel innego zabytkowego pensjonatu i zaproponował, że przedstawi mnie swoim znajomym, tak żeby było łatwiej. Zabrał mnie na wycieczkę objazdową.. po swoich znajomych, a wszyscy witali mnie tak serdecznie. Bardzo serdecznie i tak przyjaźnie. Zresztą do dziś jesteśmy przyjaciółmi i mamy kontakt.
Już po remoncie każdy przychodził do nas zobaczyć jak się udało. To były miłe wizyty. Właściwie wycieczki. Pewnego razu mama zażartowała, że chyba będzie sprzedawać bilety. Potem faktycznie sprzedawałyśmy, ale miejsca noclegowe w naszym małym pensjonacie Skalnica, pośrodku pięknej krainy, gdzie zwiedzających było bardzo dużo. Bo i teren był piękny. Całkiem inny niż tutaj wielkie przestrzenie, piękne pola, stare domy z duszą i mili ludzie. Podpatrując ich zachowanie, ich dobroć sama zaczęłam pomagać. Pracowałam w gazecie samorządowej, pomagałam ludziom rozwiązać ich problemy, pomagałam biednym. Zresztą tam nigdy nikt nie był osamotniony. Nawet kiedy zmienił sie proboszcz w parafii to każdy wyciągnął pomocna dłoń. Ksiądz Mirek nie miał łatwego zadania, trafił na zapuszczoną plebanię, a i kościół też wymagał remontu. Ja z ramienia gazety samorządowej też pomagałam, szukaliśmy środków na remonty. Ludzi do pracy nie trzeba było szukać, sami przyszli pomagać. Nawet Ksiądz Mirek był zaskoczony ich postawą. Remont plebani postępował bardzo szybko a towarzyszące mu festyny, zabawy i odpusty jeszcze bardziej scalały mieszkańców. Zima też scalała choć była bardzo ciężka praktycznie każda i byliśmy nie raz odcięci od świata, a księdza na pasterkę dowieźliśmy saniami dopiero na drugi dzień Świąt to było rewelacyjnie. Nikt do nikogo nie miał pretensji każdy był miły i.. pomagał. Pomagał i w małych troskach i dużych problemach pamiętam np. gdy zimą zachorował człowiek wieźliśmy go saniami do karetki, która nie mogła dojechać, wszyscy jechaliśmy z pochodniami, a w sąsiednich wioskach dawali nam gorącą herbatę. Pamiętam jak cała wioska szukała sąsiada, który zaginął na trasie podczas zawiei, jak przyjmowaliśmy strudzonych wędrowców. Pamiętam jeszcze gdy spalił sie dom od pioruna, ta rodzina miała zbudowany nowy dom zanim dostała odszkodowanie. Wkrótce potem założyliśmy stowarzyszenie Promocji i Rozwoju Pogórza i Gór Izerskich. Byłam rzecznikiem prasowym, załatwialiśmy trudne sprawy, dotacje z Unii, z fundacji Polsko Niemieckie Pojednanie, dla nas i dla kościoła a przy tym bawiliśmy się świetnie na zebraniach, zabawach czy festynach…
Żyć i nie umierać tak fantastycznie było.
Potem miałam ważne życiowe sprawy, które kazały mi powrócić " na stare śmiecie" w okolice Bielska. Wybrałyśmy Nową Wieś bo chciałyśmy mieć dom, a nie tylko mieszkanie w centrum Bielska.
A tu… aż mnie zamurowało. Już pierwszego dnia kiedy przyjechałam późnym wieczorem, zmęczona ogromnym, tirem ledwo wysiadłam a już usłyszałam " zjeżdżajta mi stąd to moja ziemia!! To moja droga!!" Tak było prawie co dnia. Sprawdziłam w Gminie, droga gminna ziemia moja, więc o co chodzi?
Ciągle jestem przez sąsiadów obrażana, szykanowana nie ma znikąd pomocy, pomocnej dłoni, każdy myśli tylko o sobie i jeszcze jakby tu drugiemu…Nie mogę zrozumieć skąd taka różnica w postępowaniu ludzi w tak małej w stosunku do świata odległości. Skąd ta zawiść, złe spojrzenia na sąsiada, brak wsparcia i pomocy. Każdy żyje swoim życiem zamknięty za paroma nawet płotami, a w domu obmawia sąsiadów, że ten ma to, tamten kupił tamto, a ona wiesz… Remiza stoi pusta, nie ma żadnych zabaw, nie ma radości. Nikt tu nikomu nie pomoże. To jest okropne i nie mogę się do tego przyzwyczaić. Głowię się czy taka jest tylko Nowa Wieś, ulica na której mieszkam, czy cała okolica. Dlaczego tak tutaj jest. Czy dlatego, że każdy mieszka tu z dziada, a tam każdy był skądś. Każdy był przybyszem, każdy cenił drugiego człowieka, pomagał bo liczył na pomoc, szanował bo chciał być szanowany, witał bo i jego witano. Tutaj każdy żyje sobą, nawet nie rodziną bo i te są skłócone. Nie pragnie kontaktu woli swoje ściany, nie pomaga to i jemu nie pomogą, nie wita bo i jego nie witano… w końcu tu się urodził i myśli, że wszystko mu sie należy. Ta ziemia i ta droga też. Dlaczego?
Przecież w każdym człowieku, co wynika z genów, może z wychowania powinna kiełkować chęć pomocy drugiemu. Powinien mieć w sobie odrobinę radości bo przecież żyje się tylko raz. Chyba powinniśmy coś zmienić bo zatracimy się w tej zawiści, złości na życie i pogoni za pieniądzem. Powinniśmy coś zrobić, bo jak pisał Ksiądz Twardowski :

"Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich tylko buty i telefon głuchy
i to co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego…"

i

"Żal, że się za mało kochało
że się myślało o sobie
że się juz nie zdążyło
że było za późno.."

Celina Nałęcz

………… a to parę zdjęć właśnie z Gór Izerskich, trochę wspomnień

HPIM0501.JPG HPIM0503.JPG HPIM0505.JPG HPIM0506.JPG HPIM0516.JPG HPIM0531.JPG HPIM0518.JPG HPIM0528.JPG HPIM0521.JPG HPIM0523.JPG HPIM0525.JPG HPIM0527.JPG

============================================

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License