Jan Paweł II poza protokołem.

Mijają kolejne lata, w których nie ma Jana Pawła II wśród nas, ale z pewnością jest w naszych sercach. To ważne, byśmy pamiętali o nim. Zawsze.

Pośród wydawniczych bestsellerów trudno szukać innych publikacji niż te poświęcone Janowi Pawłowi II. Mimo to podążanie ścieżkami Ojca Świętego nieustannie dostarcza nowych inspiracji i twórczych pomysłów, szczególnie jeśli zagłębia się w codzienne, na wskroś ludzkie przypadki tej świętej postaci. Właśnie w tejże normalności następcy Świętego Piotra najłatwiej dostrzec jego geniusz, niezwykłość, wielkość i świętość. Taki człowiek mógłby otaczać się murami pałaców. Przysługuje mu to z racji pełnionego urzędu. On tymczasem zadziwiał otoczenie swoim zachowaniem. Zawsze na przekór, zrywając wszelkie plany, łamiąc rygory, wiecznie poza protokołem.. .Swoistą przekorą zdobył sobie wiele serc, niekoniecznie katolickich. W jego zachowaniu widoczna była serdeczność i otwarcie na drugiego człowieka, nieliczące się z wymogami etykiety. Jan Paweł II nigdy nie tracił rezonu i potrafił znaleźć wyjście z każdej sytuacji. Uśmiech był jego oknem na świat, niemalże taranem burzącym mury nieufności i obaw.

2 - 9 czerwca 1979 roku

- Czy to ładnie, żeby nikt przez osiem miesięcy nie zauważył, że zginął jeden obywatel Krakowa i nikt go nie szukał? - żartował w spontanicznie nawiązanym dialogu z mieszkańcami Krakowa, którzy przybyli pod rezydencję biskupią na ulicy Franciszkańskiej. Był 6 czerwca 1979 roku, dochodziła godzina dwudziesta trzecia. Tak zapoczątkowane zostały spotkania pod najsłynniejszym oknem świata. Podczas każdej następnej wizyty w Krakowie, choć nigdy nie wpisywano "okiennych audiencji" w protokół podróży, Ojciec Święty nie zawodził oczekującego go za każdym razem tłumu.

Na Jasnej Górze doszło do innego niezaplanowanego zdarzenia. Papież przemawiał, stojąc na specjalnym podium, na które wszedł w towarzystwie trójki dzieci. W pewnym momencie przerwał mu śmiech ludzi. Dziwną reakcję wywołał stojący obok Ojca Świętego chłopczyk, wiernie naśladujący jego gesty, każdy ruch. Ludzi ogromnie to rozbawiło, ale wcale nie zbiło z tropu Jana Pawła II, który niewinny incydent skomentował w swoim stylu: - Patrzcie, już uczy się na papieża!
Tyle że na takiego papieża, jakiego wcześniej nie znała Polska i świat nie widział.

8 czerwca Ojciec Święty przybył do Nowego Targu. Na mszę odprawianą na płycie lotniska przyszło milion ludzi, nie tylko górali. - Witam także ceprów, co siek dzisiok na górali nazdali - rozśmieszył wszystkich.

Przy każdej okazji Papież lubił żartować i serdecznie się uśmiechać. Do tego wystarczał mu byle powód. Kiedy upływająca pod znakiem upałów pielgrzymka dobiegała końca, Ojciec Święty stwierdził, że… pierwszy efekt podróży po ojczystym kraju jest już widoczny… towarzyszący mu biskupi pięknie się opalili. A gdy ludzie skandowali - Niech żyje Papież! - zapytał - Powiedzcie mi, jak ten papież ma żyć, gdy wy tak na niego krzyczycie?

16 - 23 czerwca 1983 roku

Przy innej okazji zwrócił się do maturzystów: - Szczególnie dziękuję maturzystom, przed którymi stoi tak wysoki próg. Ja sam nie wiem jak go przeskoczyłem.

Na Błoniach podczas kanonizacji ojca Rafał Kalinowskiego i brata Alberta Adama Chmielowskiego, podczas ceremonii doszło do nieprzewidzianego zdarzenia. Nagle z kadzielnicy buchnął wielki płomień, z którym nie mogli poradzić sobie ani ministranci ani księża koncelebranci. Do akcji wkroczył ówczesny ceremoniarz ks. John Magee. Irlandczyk dmuchnął tak skutecznie, że płomień zgasł, a z kadzielnicy począł unosić się pożądany biały dym. Wydarzenie nie uszło uwagi Ojca Świętego, który sięgając po kadzidło, z uznaniem powiedział o swoim ceremoniarzu: - Ten to ma dech!

Po zamachu zaostrzono środki bezpieczeństwa podczas publicznych wystąpień Ojca Świętego. Zwiększono liczbę ochroniarzy, a nade wszystko przygotowano mu specjalny papa mobil. Papież nie był zadowolony z tego powodu, uważając, że obwozi się go w "szklanej klatce": - Ta klatka zmniejsza jednak ryzyko - tłumaczyła Janowi Pawłowi II pewna kobieta. - Nic nie poradzimy, że lękamy się o Waszą Świątobliwość… - Ja też się niepokoję o swoją świątobliwość - z uśmiechem odpowiedział Papież.

8 - 14 czerwca 1987 roku

Błyskotliwą reakcją popisał się też Ojciec Święty podczas odwiedzin łódzkich włókniarek. Kiedy wizyta dobiegała końca, kobiety zaczęły skandować: - Zostań z nami!
- Tutaj nie przyjmują do pracy mężczyzn - żartobliwie odpowiedział Papież.

1 - 9 czerwca i 13 - 16 sierpnia 1991 roku

W kręgach kurialnych powtarzano ponoć taką anegdotę:
- Czym się różni Papież od Ducha Świętego?
- ??
- Duch Święty jest wszędzie…
- A Papież?
- Już tam był…

Często przypomina się inny dialog Ojca Świętego z kochającymi dziećmi:
- Wy jesteście młodzi, a ja już jestem stary - powiedział.
- Nie, nie jesteś stary - gromko zaprotestowały dzieci.
- Tak, ale jak jestem z wami, to dziecinnieję - tłumaczył Papież.

Kiedy indziej na spotkaniu z dziećmi Jan Paweł II zapytał:
- Pewnie dano wam wolne dzisiaj w szkole?
- Tak - wykrzyczała uradowana dzieciarnia.
- To znaczy, że papież powinien częściej tutaj przyjeżdżać - skomentował Ojciec Święty

22 maja 1995 roku

W Żywcu - krótka wizyta, lecz długie rozstanie. Zebrani na Rynku śpiewali, zdawało się bez końca, Sto lat, i krzyczeli co sił: - Niech żyje Papież! Po kilkunastu minutach owacji Ojciec Święty w swoim stylu rozładował sytuację żartobliwym pytaniem: - Może przenieść Stolicę Świętego Piotra do Żywca?

Nie przeniósł, lecz wsiadł do samolotu i powrócił do Rzymu. W czasie swych stu czterech zagranicznych podróży Jan Paweł II przemierzył grubo ponad milion kilometrów. Zdecydowaną większość czasu spędził w samolocie, jak zawsze po starcie, między siedzeniami przeszła stewardesa, proponując pasażerom drinki.
- A na jakiej jesteśmy wysokości? - chciał wiedzieć Ojciec Święty.
- Około dziesięć tysięcy metrów - poinformowała stewardesa.
- To ja dziękuję. Szef jest za blisko - zażartował Papież.

5 -7 czerwca 1999 roku

Papież nie przyjechał już nigdy do Wadowic, ale z delegacją miasta kilka razy był w Watykanie ksiądz Gil. Za każdym razem zawożono Papieżowi kremówki. Jedna z wizyt wypadła 27 czerwca, w dzień obchodzonego w Wadowicach odpustu. Przekazując Ojcu Świętemu kremówki, arcybiskup Dziwisz przypomniał o święcie wadowiczan. I wtedy, zamiast podziękowań, Jan Paweł II miał powiedzieć:
- Na odpust zawsze były flaki. Przywiozłeś flaki?

Gdy ludzie skandowali pod oknem w Pałacu Biskupów: - Kochamy cię, niech żyje Papież!
- Macie rację, macie rację, macie rację - trzykrotnie powtórzył, by ich uciszyć - Jeszcze żyję! Przestańcie wrzeszczeć.

16 -19 sierpnia 2002 roku

A propos stanu zdrowia Ojca Świętego, to od pewnego czasu coraz bardziej zaczęły nim interesować się media, rozpowszechniając każdą pojawiającą się plotkę na ten temat. Tymczasem sam Papież, pytany o swoje zdrowie, odpowiadał: - Nie wiem, nie zdążyłem przeczytać jeszcze porannej prasy.

Z wypominaniem wieku i nieuchronnego upływu czasu związana jest pewna anegdota, jak to jeden z biskupów zagadnął kiedyś Papieża:
- No cóż, starzejemy się, Ojcze Święty. Jan Paweł II spojrzał na niego i odparł:
- Tak, ale ja od nóg…

I już na koniec pielgrzymki znalazł się jeszcze jeden nieprzewidziany punkt w programie. Tym razem sprawcami okazali się piloci boeinga 737, którym Jan Paweł II wracał do Rzymu. Chwilę po starcie postanowili zrobić Ojcu Świętemu niespodziankę. Najpierw skierowali maszynę w stronę Podhala, by Papież zobaczył swoje ulubione okolice w promieniach zachodzącego słońca. Potem zawrócili nad Kraków, przelecieli nisko nad Wawelem i skierowali samolot nad Wadowice, by jeszcze raz niezwykły pasażer mógł zobaczyć swoje rodzinne miasto.
- Cóż powiedzieć: żal odjeżdżać - roniąc łzę, mówił Ojciec Święty, żegnając się na lotnisku w Balicach.
- Do Krakowa wróć, do Wadowic wróć! - zaintonowali bracia Golcowie..
Żalu mierzonego ilością wypłakanych łez nikt nie zmierzył. Ich także nie było w scenariuszu ostatniej pielgrzymki Jana Pawła Wielkiego do dalekiego, a jednocześnie najbliższego kraju.

Towarzyszył mi przez całe moje życie, od urodzenia, jak Ojciec, jak członek rodziny, mojego świata. Trudno żyć bez Jego obecności na co dzień. Dlatego teraz tak bardzo warto o nim pamiętać, takim jakim był, takim Świętym niedostępnym a jednocześnie tak prostym, wesołym, jak my wszyscy maluczcy. Pamiętajcie. Ja pamiętam.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License